Pewnie znacie historię żarówki, która od 114 lat świeci w remizie straży pożarnej w kalifornijskim Livermore. Szklana bańka doczekała się nie tylko wpisu w Księdze Rekordów Guinnessa, ale i powszechnego uczucia niczym niezmąconej nienawiści, którą pałają do niej wszyscy ziemscy producenci źródeł światła. Od kilkunastu lat można to cudo oglądać live w internecie, podobno w tym czasie kamerę internetową wymieniono już trzykrotnie.
Najbardziej szklanej bańki nienawidzą oczywiście producenci LED-ów. Nie znam osobiście żadnego, ale… to elementarne, Watsonie. Bo policzmy: 114 lat to w przybliżeniu milion godzin. MILION! A standardowa dioda LED będzie pracować… no, w zasadzie dokładnie nie wiadomo, bo nikt jeszcze nie doczekał się jej “przepalenia”. Producentom starczyło cierpliwości na 10.000 godzin (niecałe 417 dni) wpatrywania się w szklany koralik, po czym zawyrokowali, że intensywność świecenia ich wynalazku spadnie poniżej akceptowalnego poziomu 70 proc. po jakichś 60.000 godzin nieustannej pracy, czyli po niecałych 7 latach. Czyli nadal sporo poniżej rozwiązania opracowanego w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych.
Fachowcy twierdzą także, że żywotu LED-a nie uwieńczy nagły błysk, przykry swąd czy strużka czarnego dymu. Nic z tych rzeczy! Nasz bohater będzie gasł cicho, powoli, niezauważalnie dla nikogo. Aż w końcu ktoś się wkurzy, że nie widzi literek w gazecie i naszego bohatera – jeszcze w kwiecie wieku będącego – wymieni na nowy.
Cóż, niełatwo być bohaterem w XXI wieku, tym bardziej na tle takiego XIX-wiecznego.
Tomasz Cudowski, redaktor naczelny Gazety Mieszkaniowej